Dron z termowizją, auta 4×4 i tarta mamy Filipa „Młodego”
Niezwykłość tej akcji wiąże się z wyjątkową suczką, która pomimo sytuacji, w jakiej się znalazła, dała radę. Jej organizm również, plus ogrom pracy wielu ludzi i szczęśliwy finał z osobą Ani na końcu. Trzeba wierzyć… i działać. Jakiś czas temu monitorując krakowską grupę zaginione/znalezione trafiliśmy na psa, który uciekł blisko naszego miejsca zamieszkania. Ogłoszenie zawierało słowo klucz tj. „po adopcji”.
To zawsze zaświeca nam lampkę i wtedy kluczowy jest szybki wywiad z opiekunem i zebranie podstawowych informacji. Takie działanie pozwala nam sprawnie ocenić czy w jakikolwiek sposób możemy tutaj pomóc i czy nasza pomoc jest konieczna. Większość takich przypadków, to „normalne” psiaki, które można szybko ogarnąć łapiąc psa „na parówkę” lub z udziałem przechodnia. Za pierwszym razem Figę udało się opiekunom szybko złapać, natomiast o następstwach tej ucieczki dowiemy się dopiero przy ucieczce numer dwa.
Sytuacja numer dwa wyglądała podobnie, natomiast tutaj już opiekunce zostawiliśmy wskazówki a podczas przeglądania udostępnień trafiliśmy na Kasię, z fundacji Na Psim Ogonie, skąd pochodziła Figa… i tutaj już poszła lawina.
W pierwszej kolejności dla szybszej komunikacji zorganizowaliśmy grupę na messengerze, ściągnęliśmy swoich wolontariuszy, którzy wyrazili chęć pomocy przy plakatowaniu, zrobiliśmy i wydrukowaliśmy ok. 150 plakatów na start (środa wieczór), wytypowaliśmy 11 sektorów w których prawdopodobnie znajduje się pies, następnie spotkaliśmy się na miejscu i podzieliliśmy na grupy.
Ktoś plakatował, ktoś robił obserwacje, inni jeździli z dronem z termowizją sprawdzali obszar po obszarze plus dodatkowo w miarę możliwości przeczesywali obszar pieszo z latarkami. Nic. Wtedy też mogliśmy się oprzeć na relacji opiekunów i ostatnim miejscu, gdzie był widziany pies, trochę na pałę postawiliśmy klatkę i na podglądzie z kamer obserwowaliśmy czy coś się pojawi w okolicy. O 1 w nocy zrezygnowaliśmy.
I teraz drobna uwaga do osób obserwujących: Ktoś gdzieś pisał w komentarzach, że jeździł tu i tam i nie było plakatów. Jeśli nie było tam plakatów to znaczy, że dany obszar nie był w rejonie naszych zainteresowań. W tym roku leci nam 7 rok działania z takimi psami i po przerobieniu kilkuset ucieczek lękliwych psów, mamy swój system wyznaczania obszaru i szukania psów, którego się nauczyliśmy na poprzednich przypadkach.
Pomagamy wrócić w zasadzie prawie wszystkim psom do domu, więc jak widać się to sprawdza, również przy pomocy zdalnej – często pomagamy z psami na odległość i również z sukcesami. Figa później zostanie znaleziona w sektorze, który został oznaczony jako 1 i był przeczesywany w pierwszych godzinach po ucieczce. Sygnały niedzielne, których było najwięcej, również pochodziły z tego sektora, więc pod kątem przewidywania, gdzie może przebywać pies – wszystko było ok.
Natomiast trzeba mieć na uwadze to, że pies się przemieszcza i raz może być w 1 a raz np. w 2 lub 3 i przy tak rozległym terenie jest to nie do sprawdzenia. Zwłaszcza w nocy. Nie od razu też wychodzi za jedzeniem, statystyki pokazują, że czasami dopiero po kilku dniach (nawet 4!) psy stają się w tym temacie aktywne. Jak często będą sygnały i czy będą? To jest zależne od ilości plakatów i trudności terenu. Są takie przypadki, że na 1000 plakatów będą 2 sygnały w odstępach dwóch tygodni.
Mimo, że pies jest w „obszarze”, natomiast jeśli ten obszar będzie bez dobrej bliskości domów, to pies będzie niezauważalny dla ludzi przez długi czas. Kolejne dni wyglądały podobnie, obserwacja terenu, doplakatowywanie i czekanie na sygnały. Czas uciekał jak na zegarze przyczepionym do bomby w filmie akcji, dlatego wspólnie zdecydowaliśmy, że wszystkie ręce na pokład, trzeba wejść wszystkimi możliwymi środkami w teren.
Osoby z grupy zebrały „znajomych znajomych”, pojawił się też KTOZ (Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami), który od pierwszego dnia uczestniczył w akcji, Mithra Malinois, suczka owczarka belgijskiego malinois, która szuka konkretnych zapachów na podstawie próbki zapachowej i z której nosa już raz korzystaliśmy przy innym trudnym przypadku, Adam z DronePlanet ze swoim dronem z termowizją oraz liczne grono wolontariuszy.
W sumie ok. 30 osób, które zostały podzielone na mniejsze grupy i zaczęły przeczesywać wybrane sektory. Krzak po krzaku, do późnych godzin wieczornych. Przełom nastąpił w niedzielę. Pierwsze sygnały mieliśmy ok. godziny 12 i zawierały informacje o psie, który był widziany o 10 rano. Jak się później okazało, psa widział Michał, który 5 lat temu łapał z nami innego lękusa. Następnie mieliśmy już serię telefonów w bardzo krótkim czasie, bo Figa pojawiła się przy głównej ulicy i zaczęła biegać speszona.
Wtedy też pojawiają się głosy z zewnątrz, raczej kierowane do ogółu niż bezpośrednio do nas, ale:
- A dlaczego sprzęt mamy tu, skoro pies biega tam?
- A dlaczego nie biegamy za psem, tylko siedzimy i się wygrzewamy w samochodzie?
Były też zaproszenia, żebyśmy wyszli zza komputerów i ruszyli w teren. „Nic, tylko latają dronem”. Odpowiemy zbiorowo na te wszystkie teksty, bo zapewne kilka z tych osób obserwuje nasz profil.

Dlaczego nie biegamy za psem?
Łapanie psa przy głównej i ruchliwej drodze (tutaj tylko opcja na podbierak), który biegnie przed siebie niesie za sobą różne ryzyka. Jednym z nich jest to, że pies odskoczy i wbiegnie wprost pod rozpędzone auto. Jeśli mamy różne alternatywy, to z nich korzystamy, wybierając odpowiednie i bezpieczne miejsce na taką łapankę. Psy bardzo rzadko łapie się przez bieganie za nimi, pies zawsze będzie szybszy i sprytniejszy, bardziej „zwrotny”, zwłaszcza na otwartym terenie.
Takie psy łapie się sposobem/pomysłem/sprzętem, bardzo często czekając na nie wiele godzin w wytypowanych miejscach. Chodzenie ma to do siebie, że bardzo łatwo się z psem minąć. Obecna ilość sprzętu pozwala nam obserwować teren z bezpiecznej odległości, tak żeby nie straszyć psa. Zza klawiatury również bardzo często pomagamy.
W każdym tygodniu mamy zapytania z różnych części Polski z prośbą o pomoc i wtedy w miarę możliwości staramy się coś podpowiedzieć lub jak mamy chwile czasu to zgłębiamy mapy i podpowiadamy jak pies może się poruszać. Często też rozmawiamy z ludźmi przez telefon o 24, 1 czy 3 w nocy (jeśli jest akcja „na żywo”), bo wiemy jakim wielkim stresem dla opiekunów jest ucieczka psa.
Często takie osoby są zrezygnowane brakiem efektów poszukiwań lub nie wiedzą jak taka akcja powinna być przeprowadzona żeby był pozytywny finał i pies mógł wrócić do domu. „Nic, tylko latają dronem”. Owszem, dron z termowizją był w użyciu od drugiego dnia, jako jedna z wielu form działania w temacie Figi. I teraz…

Czy poszukiwanie psa dronem z termowizją to magia… czy kiepska iluzja?
O poszukiwaniach dronem zaginionych psów lękliwych krążą legendy, na miarę tych o Smoku Wawelskim czy Bazyliszku. Dron traktowany jest często jak 6 w lotto i stawiany w wielu przypadkach na pierwszym miejscu z pominięciem najskuteczniejszych metod szukania psa (plakaty/grupy na fb).
Jeśli jesteś opiekunem zaginionego psa i chcesz w ten sposób oszukać kolejność i wymiksować się z często bardzo czasochłonnej pracy jaką jest np. plakatowanie, to może się nie udać, a uciekinier bardzo szybko pokaże Ci Twoje miejsce w szeregu, pozostając nieodnaleziony lub jego odnalezienie znacznie wydłuży się w czasie. Temat drona na grupach internetowych pojawia się bardzo często, najczęściej jest proponowany przez osoby, które nigdy z poszukiwaniem psa w ten sposób nie miały styczności. Co daje zatem dron?
Najczęściej w pierwszej kolejności poczucie, że coś robimy, działamy, a obserwowanie terenu z powietrza załatwi sprawę. W 99% przypadków nie załatwi. Szukanie psa to proces, który powinien być kontynuowany na wielu płaszczyznach a dron powinien być traktowany tylko jako narzędzie. Jedno z wielu, tak jak mechanik samochodowy ma klucz oczkowy, nasadowy, pneumatyczny i wiele innych narzędzi, które pomagają mu naprawić auto, tak samo poszukiwanie psa wymaga wielu „kluczy”.

Kiedy zatem użyć drona z termowizją? (według nas)
- W przypadku psich staruszków. Taki psiak często bywa głuchy, niewidomy i może kroczyć na oślep. Stąd np. przypadki wyciągania psów z rzeki czy kanałów, do których wpadają. Takie psy często też kładą się w jakimś miejscu i zostają tam na zawsze. Szybka reakcja i wsparcie z góry może realnie pomóc.
- W przypadku psów chorych, po wypadku, kiedy stan psa jest nieznany lub wymaga natychmiastowego podania leków lub zabezpieczenia ran. Takim przypadkiem była Figa.
- W sytuacji, kiedy pies znika w terenie trudno dostępnym. Mieliśmy przypadki wypadków psów w górach i w jednym z takich przypadków dron naprowadzał opiekunkę na psa, który był na środku polany. Jeśli mamy teren mocno zalesiony, który np. jest zamieszkały przez dziki, również warto użyć drona termo. Nie wszędzie da się wejść i nie wszędzie da się wjechać – nawet najlepszym 4×4.
- Jeśli jest noc, a czas z jakiegoś powodu również gra rolę.
Tak naprawdę każdego psa można znaleźć bez drona termo i użycie drona nie jest żadną koniecznością. Można go użyć w celu przyspieszenia pewnych procesów, natomiast najrozsądniej jest to zrobić w momencie posiadania potwierdzonych sygnałów. Wtedy dronem można coś doprecyzować, ustalić dalszą strategię itd. Wchodzenie z dronem na „ślepo” moim zdaniem ma małe szanse na realną pomoc.
Braliśmy udział w kilku akcjach z dronem termo, czy to pomagaliśmy zdalnie i był dron, czy braliśmy udział osobiście… i nigdy się nie sprawdził. Natomiast zawsze sprawdziło się doświadczenie w zachowaniu lękowych psów na gigancie. Nie znam też żadnych „branżowych” odnalezień lękowców przy pomocy drona, a na profilach ludzi od dronów próżno szukać filmików z sukcesami. Są jakieś 2 na rok z czego jeden to kot a jeden został złapany, bo ktoś psa zobaczył i dopiero dron poszedł w górę.
Jeżeli rozmawiam gdzieś z ludźmi, którzy szukali w innej części PL lękowca za pomocą drona termo, wyniki są takie same. Czyli żadne.
Gdzie tkwi problem?
W mojej ocenie na dzień dzisiejszy nie ma w PL ludzi, którzy by łączyli znajomość zachowań psów lękowych na gigancie z możliwościami drona z termo. Dlatego łączymy siły z DronePlanet i będziemy się uczyć wzajemnie od siebie.
Oni od nas zachowań psów na gigancie a my od nich sprzętu i jego możliwości, wspólnie będziemy ustalali schemat pracy nad psem i metody poszukiwania itd. Chciałbym żeby każdy start drona z ziemi miał faktyczny sens a nie był tylko opowieścią dziwnej treści, gdzie z góry wiadomo, że w tym przypadku i na tym etapie żaden dron nic nie da. Na stronie DronePlanet ma powstać osobna kategoria związana z poszukiwaniami zwierząt komercyjnie, tłumacząca jak w praktyce to wygląda i kiedy jest sens użyć takiego drona.
Myślę, że trzeba się też będzie liczyć z odmową chłopaków w wielu przypadkach, jeśli uznają, że ten przypadek, na tym etapie zwyczajnie nie ma szans zadziałać. Takie rozwiązanie uważam też za uczciwe.

Figa i Ania. Poniedziałek
Poniedziałek to był dzień, kiedy znowu kilka osób ruszyło w teren. Byli to Filip z Weroniką, Anita od nas, Michał z fundacji. Inne osoby były pod telefonem i mogły dojechać w kilka minut, gdyż były w pobliżu.
Do Kasi dzwoni telefon a w słuchawce brzmi dziewczęcy głos, który informuje o tym, że widzi Figę w lasku (sektor oznaczony przez nas jako nr 1) ale nie wykonuje w jego stronę żadnych gwałtownych ruchów. Temat szybko zostaje przeniesiony do Ady, która przez słuchawkę informuje Anię jak ma się zachować żeby nie przepłoszyć psa. Chwilę wcześniej Ada daje cynk o pojawieniu się psa Filipowi, który w tamtym momencie jest jedną minutę autem od miejsca spotkania, instalował fotopułapkę z Anitą.
Natychmiast wsiadają w samochody i ostróżnie podjeżdżają na miejsce i wyciągają podbieraki, które są w pogotowiu gdyby coś poszło nie tak i trzeba by rozegrać akcję inaczej. W tle rozgrywa się teatr z Anią i Figą. Po chwili pojawia się Artur, Michał i Kasia. Figa zostaje zabrana do lecznicy. Czy coś byśmy zrobili inaczej w całej akcji? Nie. Wszystko zostało przeprowadzone poprawnie. Ania do nas zadzwoniła bo dzień wcześniej widziała plakat i zapisała numer telefonu.

Dziękujemy
Dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w ratowaniu tego psiaka i poszukiwaniach o różnych godzinach dnia i nocy. Szczególne podziękowania dla ekipy plakatującej, zrobiliście kawał dobrej roboty. Cieszymy się, że przy okazji kilku ostatnich akcji natrafiliśmy na swojej drodze na super zaangażowanych ludzi, zawsze chętnych do pomocy.
PS: Pamiętajcie, że po akcji plakatowania, trzeba po sobie posprzątać. Tak też jest czynione w tym przypadku.
